Azerbejdżan poza Baku

Azerbejdżan poza Baku to zupełnie inny świat. Chociaż mieliśmy do dyspozycji tylko 5 pełnych dni na wizytę w krainie ognia, nie darowalibyśmy sobie gdybyśmy nie wyściubili nosa poza stolicę. Zwłaszcza, że jeszcze nie byliśmy w kraju, w którym przy jego głównych atrakcjach nie ma żadnych turystów (w przeciwieństwie np. do Gruzji). A oglądać jest co! Zresztą zobaczcie sami.

Diri Baba

Jak już wspomniałam czasu nie było za wiele, a odległości były dość duże, więc musieliśmy zdecydować się na konkretne miejscówki. Wybór padł na dwa, nieodkryte jeszcze azerbejdżańskie potencjalne hity. Pierwszy, bardziej znany, to miasto Szeki, do którego wiedzie bardzo interesująca droga obfitująca w malownicze krajobrazy. Zaczynamy jazdę przez stepy, by potem przejechać szosą pośród pola maków, wjechać w góry, a na końcu po prawej stronie (jadąc do naszego punktu docelowego) podziwiać góry Wielkiego Kaukazu. Gdzieś w połowie drogi można jeszcze zobaczyć ochrzczoną chyba tylko przez Huberta „azerską Petrę”.

Diri Baba

To miejsce to Mauzoleum Diri Baba z XV wieku. Znajduje się w wiosce Maraza (trzeba uważać, by nie przeoczyć zjazdu). Oczywiście do prawdziwej Petry na pewno mu daleko (chociaż wizyta w Jordanii przed nami, więc kiedyś to jeszcze potwierdzimy), to jadąc akurat tędy można się zatrzymać. Nikogo tam nie ma w pobliżu, a sama budowla prezentuje się bardzo malowniczo. Właściwie to nie za wiele nawet wiadomo o tym miejscu.

Azerbejdżan

Chociaż droga jest dość wykańczająca (wszak to 300 km), a do dyspozycji ma się jeden pas drogi warto się tam wybrać. Również ze względu na atrakcje, które można tam zobaczyć. Szeki to bowiem pięknie umiejscowione w górach miasteczko. Możecie stąd obserwować wysokie azerskie szczyty i skorzystać z licznych szlaków górskich.

Szeki Azerbejdżan

Szeki Azerbejdżan

Kuchnia też jest nieco inna niż w Baku. Je się dużo więcej baraniego mięsa. Mieliśmy okazję spróbować tych przysmaków za naprawdę niewielkie pieniądze i było po prostu pysznie. Za obiad zapłaciliśmy może 25 złotych za 2 osoby (piwerko w cenie), a brzuchy były przyjemnie pełne 🙂 Jak będziecie w Sheki to zajrzyjcie do tej restauracji. Jak już wcześniej opisywaliśmy Azerbejdżan jest tani i dobry również w aspekcie hotelowym. Co prawda w Sheki wybór miejsc noclegowych jest bardzo okrojony, ale można naprawdę dobrze trafić. Za 170 złotych/pokój, mieliśmy okazję zamieszkać w naprawdę luksusowym obiekcie, z pięknym widokiem na ośnieżone góry, z pysznym śniadaniem, no i co najbardziej ucieszyło mojego męża: z saunami, basenem i siłeczką w cenie pokoju za free, ile tam się chce. Hotel nazywa się Marxal Resort & Spa i zlokalizowany jest na uboczu, więc tak jak wcześniej pisaliśmy dobrze jest mieć samochód w Azerbejdżanie.

Szeki Azerbejdżan

Szeki jest miastem urokliwym, nie za bardzo turystycznym, ale spotkacie tutaj nieporównywalnie więcej ludzi niż w miejscu naszej kolejnej wycieczki poza Baku, o której zaraz napiszę. Stare, dobrze zachowane miasto ma swój klimat. Warto po prostu pospacerować bez celu przechadzając się wąskimi ulicami. Nie zdziwcie się jednak gdy Wasz widok wzbudzał będzie nie lada zdziwienie. Biała twarz to wydarzenie. Zestawiając to z byciem „nieogarem” jak mój mąż (założył na spacer krótkie spodnie a wg. Azerów wyjście na miasto w krótkich spodniach to taki sam wstyd jak wyjście z gołą dupą) i mamy gotowe zaskoczenia miejscowych. Największą atrakcją miasta jest bardzo dobrze zachowany pałac Chanów Szekińskich. Po pałacu można się przejść za jakąś symboliczną kwotę, ale wewnątrz nie można robić zdjęć.

Szeki Azerbejdżan

Szeki Azerbejdżan

Szeki Azerbejdżan

Szeki Azerbejdżan

Po obfotografowaniu i zachwyceniu się okolicznymi szczytami Wielkiego Kaukazu oraz spacerze po urokliwym Szeki wsiadamy w nasze Porsche 911 w konfiguracji LIFAN i mkniemy z powrotem do Baku. Zajeżdżamy jeszcze na stację paliw gdzie Hubert niczym Bill Gates z pewnością siebie oznajmia pracownikowi stacji: „full”, z pustego przed chwilą baku wylewa się paliwo, my płacimy 30 złotych i już nas nie ma 😀

Aha. Po drodze odwiedzamy jeszcze urokliwie położone jezioro Nohur Golu (nieopodal miejscowości Gabala).

Co zobaczyć w Azerbejdżanie

Co zobaczyć w Azerbejdżanie

Co zobaczyć w Azerbejdżanie

Atmosfera jaką tam zastajemy jest podobna Pikniku Country w Mrągowie. Wszyscy grillują i się bawią. Kręcimy się tam chwile i spadamy dalej, do wspomnianych wcześniej pól maków. Rosną ich tam całe hektary, naprawdę warto się tam zatrzymać na chwilę, choćby do fotki.

Azerbejdżan

Azerbejdżan

Azerbejdżan

Na późny wieczór docieramy do Baku gdzie nie możemy znaleźć naszego nowego hotelu, bo Hubert źle go zaznaczył na maps.me. Niczym mój rycerz wybrnął jednak z sytuacji pytając miejscowych „gdzie ten hotel??? :|”. Ci wskakują w swój samochód i karzą jechać za sobą. Na prawdę tak miłych i pomocnych ludzi jak w Azerbejdżanie nie spotkaliśmy nigdzie! Po chwili leżymy w łóżkach i pijemy yummy azerskie wino.

Następnego dnia jedziemy w góry do miejscowości Xinaliq. Nie jest ona właściwie tak daleko od Sheki, ale nie ma drogi przez góry, więc trzeba wrócić do Baku, żeby pojechać inną szosą (tym razem jest to dwupasmówka, nowoczesna i wszystko cacy). No to zarys czym jest ta miejscowość i właściwie, dlaczego tam jedziemy: Ludzie żyją tam od 5000 lat, przez większość czasu była odcięta od świata, bez drogi, bez prądu, mieszkańcy mają swój własny język i stanowią odrębną grupę etniczną, a sama wioska jest jednym z najstarszych stale zamieszkałych (a w dodatku najwyżej położnych) miejsc na świecie. Do tego jej umiejscowienie jest na propsie – wśród oszałamiających szczytów Kaukazu.

Xinaliq Azerbejdżan

Hubert już od 2 dni chodzi nagrzany na okoliczność pojechania do Xinaliq. Sprawdza co chwilę prognozę pogody (wszak słońce i niebieskie niebo to jego ulubiona konfiguracja), a o poranku to już jest w ogóle apogeum. Wstaje rano, pośpiesza do śniadania, pod prysznic, generalnie standard działania mi na nerwy opór. W końcu wyjeżdżamy, oczywiście za późno i już Azerbejdżan spowity małą chmurką. Będzie dramat. Jedziemy szybcikiem, ale przypisowo! Jest już mały dramat bo jest zachmurzenie no i w sumie to my też się zachmurzyliśmy deko. No, ale ciśniemy dalej, dojeżdżamy do miejscowości Guba, gdzie maps.me postanawia poprowadzić nas w bramę jakiegoś rolnika 😀 Oczywiście lecą k***y i są małe nerwy, ale w końcu trafiamy na właściwą drogę. Jedziemy aż tu nagle chmury zaczynają się rozstępować, a my wjeżdżamy na jedną z najpiękniejszych tras jakie mieliśmy okazje przemierzać. Szosa wije się w górę żeby za chwile zjeżdżać mocno w dół do wąwozu i znowu w górę, widoki są NIESAMOWITE, Lifan syczy i sapie. Nie ma ANI JEDNEJ OSOBY. Żadnego samochodu, tubylca, od najbliższych zabudowań pewnie z 15-20 kilometrów. Przez moment zastanawiam się nad solidnością naszego samochodu i co byśmy zrobili gdyby jednak stwierdził, że już dalej nie chce jechać. Co kilkaset metrów zatrzymujemy się na wow + fotki. Przemierzenie tej drogi to poezja, cudo praktycznie na każdym kilometrze a „truskawką na torcie” (Hubert mi kazał tak napisać) jest sama miejscowość Xinaliq, która malowniczo położona oferuje również super widoki na ośnieżone szczyty naokoło! Jeżeli będziecie w Azerbejdżanie to nie przyjechać tutaj to grzech.

Azerbejdżan

Xinaliq Azerbejdżan

Xinaliq Azerbejdżan

Xinaliq Azerbejdżan

Xinaliq Azerbejdżan

Xinaliq Azerbejdżan

Xinaliq Azerbejdżan

Xinaliq Azerbejdżan

Xinaliq Azerbejdżan

Xinaliq Azerbejdżan

Xinaliq Azerbejdżan

Xinaliq Azerbejdżan

Po dojechaniu do końca naszej trasy zawracamy i zaczyna się chmurzyć. W wąwozie, który w pełnym słońcu przejechaliśmy jeszcze godzinę wcześniej teraz jest gęsta chmura/mgła. Zaczyna lekko wiać, a droga w tym momencie jest szutrowa. Zwalniamy do 2 na godzinę a zaraz po lewej od szosy, 5 metrów niżej, słychać szumiącą rzekę. Na szczęście za jakiś kilometr z powrotem jest asfalt i na spoko dojeżdżamy do Guby. Azerbejdżan tego dnia rozkochał nas w sobie!

Xinaliq Azerbejdżan

W Baku jesteśmy późnym wieczorem. Dla wszystkich, którzy zastanawiali się, czy jednodniowa wycieczka do Xinaliq jest dobrą opcją, odpowiedź brzmi tak, ale dość męczącą. Tak czy inaczej trzeba się tam wybrać. Dla nas to zdecydowanie „Azerbejdżan numero 1!”

Na tym kończymy naszą relację z krainy ognia. A słowem podsumowania: jeżeli chcecie wybrać się do miejsca nieskażonego (jeszcze) masową turystyką, z pięknymi krajobrazami, poznać nową kulturę, mega miłych ludzi, napić się pysznego wina i objeść pysznościami za grosze, szczerze polecamy Azerbejdżan! Zwłaszcza, że wizyta tam jest teraz łatwiejsza niż kiedykolwiek.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *