Welcome to… Canada

Po godzinnym locie z lotniska Newark w New Jersey lądujemy w Toronto. Od początku zauważamy dużą różnicę porównując miasto do Nowego Jorku. Jest dziwnie. Celnicy na granicy są uśmiechnięci, żartują z nami zamiast lustrować nas do szpiku kości. Próbujemy kupić bilety na komunikację miejską – okazuje się, że nie da rady. Automat nie przyjmuje ani kanadyjskich dolarów ani karty. Próbujemy w autobusie, zanim jednak do niego docieramy, spotykamy tubylca, który daruje nam „tokeny”. Wychodzi na to, że biletomat powinien je wydawać, ale w sumie po co ma to robić skoro wszyscy mają zapas żetonów 🙂 Wymienne są one na bilety, które są na niewiadomo ile przesiadek i niewiadomo jaki czas – nikt nie jest w stanie nam tego powiedzieć! 🙂 Wsiadamy do autobusu, który jedzie na przystanek metra. Cały czas jest dziwnie. Każdy pasażer jadący z nami patrzy na nas wnikliwie. Czujemy się trochę jak we „wzgórza mają oczy”. W metrze sytuacja się powtarza. W końcu dojeżdzamy do centrum, zostawiamy bagaże w hotelu (Holiday Inn Toronto Downtown – polecamy!) i ruszamy na miasto. Tego dnia próbujemy kupić piwo – nasze dowody sprawdzane są z oficjalnym, kanadyjskim wykazem (ekspedientka musi być pewna naszego wieku i pochodzenia :))

After an one hour flight from Newark Airport in New Jersey we land in Toronto. From the start we notice big difference comparing it to New York. It is strange. Customs officers at the border are smiling , joking with us instead of us looking up at us to the bone. We are trying to buy tickets for public transport – it turns out that this is impossible. The machine does not accept Canadian dollars or credit card. We try at the bus, but before we get there, we meet native, who gives us „tokens”. It comes out that we should get them from the machine but why to do that if everyone has a big supply of them 🙂 They are exchangeable to tickets that for not knowing how many interchanges and how long – nobody is able to tell us anything 🙂 We get on a bus that goes to metro station. It is strange all the time. Each passenger riding with us is watching us closely. We feel a bit like in the „hills have eyes”. In the subway situation repeats itself. Finally we get to downtown, we leave our luggage at the hotel (Holiday Inn Toronto Downtown – we recommend it!) and head to the city. This day we also try to buy a beer – our ID’s are checked in official, Canadian list (assistant must be certain of our age and origin :)).Czytaj dalej →

F*** it, let’s go to New York!

Po ponad dwóch godzinach lotu na pokładzie British Airways lądujemy na lotnisku London Heathrow, ale tylko po to, by w pocie czoła zdążyć na przesiadkę do NYC. Dalej lecimy American Airlines, by ostatecznie znaleźć się na JFK. Pierwsza noc na Manhatanie i już nam się wszystko podoba. Chętnie byśmy się poszwędali, jednak zmęczenie jest zbyt duże i mimo, iż godzina w Nowym Jorku jest młoda, dla nas to środek nocy. Zatrzymujemy się w hotelu Marrakech. Pokoje są niewielkie, ale lokalizacja wyśmienita:) Następnego dnia wstajemy skoro świt. Okazuje się, że Nowy Jork wita nas deszczem. Niestety przez większość dnia tak pozostaje. Jest jednak całkiem ciepło, więc spacerujemy, ale z parasolem:) Najpierw solidne śniadanko w Mila Cafe, a potem ruszamy w stronę Central Parku.

After almost two hours of flight onboard of British Airways we touch the ground at Heathrow Airport, but only to change a plane for NYC. Everything in a rush. We continue with American Airlines to finally get to JFK. It took us one night in Manhatan to fall in love with NY. We would really hang around but tiredness is to big and although it is early in NY – for us it is the middle of the night. We stayed at the Marrakech Hotel. Rooms are small, but location is excellent 🙂 Next day we get up early. It turns out that NY says hello with a rain. Unfortunetely most of day it is that way. It is quite warm so we take a walk, but with an umbrella 🙂 First we hit a solid breakfast at Mila Cafe, and then we head to Central Park.Czytaj dalej →