Zawsze chciałem pojechać do Gruzji

gruzja

Choć Gruzja jest tak blisko Warszawy, zawsze mieliśmy inne plany wyjazdowe. Wszak bliżej jest do Tbilisi niż do takiej Lizbony. Warto było jednak poczekać. A czekanie to na pewno dobre słowo, gdy lecisz Wizz Airem do tzw. Kutasowa czyli na lotnisko w Kutaisi. 🙂 Loty odbywają się bowiem nocną porą, lądujesz w Gruzji wcześnie rano, a przecież nie zostaniesz w tym mieście przez wielu nazywanym „dziurą”. Czeka Cię więc transport czy do wspomnianego wcześniej Tbilisi, czy np. do Batumi. W przypadku tego pierwszego marszutka przemierzyć musi ponad 200 kilometrów. Droga taka zajmuje 5 godzin bo jak wspomniałem jest wcześnie rano, kierowca też człowiek, godzinne śniadanie, które wygląda jak prawdziwa uczta!, zjeść musi. Dość jednak delikatnego bólu dupy. To czego doświadczamy później rekompensuje trudy! Czytaj dalej →

Kioto właściwe

kioto

To miasto jest tak rozległe, że w zasadzie ciężko stwierdzić, gdzie się zaczyna, a gdzie kończy. W dodatku odległości między poszczególnymi zabytkami są tak duże, że trzeba mieć sporo czasu i… cierpliwości. My zazwyczaj nie mamy za wiele ani jednego ani drugiego, więc powodowało to odrobinę frustracji. Poza tym, po raz kolejny utwierdziliśmy się w przekonaniu, że znacznie bardziej od zwiedzania miast i podziwiania architektury (może poza „małymi” wyjątkami, do których można zaliczyć np. Nowy Jork), wolimy delektować się krajobrazami stworzonymi przez naturę. Czytaj dalej →

Norweski weekend

norge34

Drugi czerwcowy weekend zdecydowanie należał do udanych. Odwiedziliśmy po raz drugi Krainę Fiordów. Ten wyjazd, w przeciwieństwie do tego kilka lat temu, należał do bardzo relaksujących i przyjemnych. Wybór kierunku trochę przypadkowy, ale data już zupełnie nie. Tak się złożyło, że nasz przyjaciel rozpoczynał właśnie czwartą dekadę swojego życia, więc postanowiliśmy celebrować jego 30tkę najlepiej jak umiemy, czyli… podróżniczo. Podróż może nie zbyt odległa, ale dostarczyła wielu pięknych widoków, i przede wszystkim miłych wspomnień. Czytaj dalej →

Co zobaczyć na Korfu? Nasze osobiste „must see”

korfugp

Na przygotowanie się do wyjazdu do Japonii mieliśmy prawie rok, a na Korfu aż… 1 dzień. Ta grecka wyspa zupełnie nie była w naszych planach, ale jak pojawił się last za 500 stów z Rainbow, a nasze plany na weekend w polskich górach legły w gruzach, gdyż non stop padał deszcz, nie było sensu się długo zastanawiać. Bierzemy! Na zorganizowanym tripie, bo to przecież prawdziwym podróżnikom (którymi zresztą nie jesteśmy) nie wypada, nie byliśmy od czasu naszego pierwszego zagranicznego wyjazdu, czyli kilka lat temu. Ale jak się okazuje opcja zrób to sam wcale nie zawsze jest najtańsza i w tym wypadku nie byłoby najmniejszych szans przebicia tej kwoty, a zawierała ona przelot, hotel, transfery lotniskowe i wyżywienie, także sorry. Jako, że wszystko mieliśmy podstawione pod nos, nie musieliśmy się właściwie wcale przygotowywać, 1 dzień na spakowanie kilku par majtek spokojnie wystarczył. Choć lubimy decydować o sobie sami, fajnie było na te 5 dni poczuć tak wakacyjnie. Oczywiście nie spodziewajcie się, że przez ten czas leżeliśmy nad basenem z drinkiem w ręku (choć zupełnie nie potępiamy), tego wypoczynku było by już dla nas za dużo. 😉 Wypożyczyliśmy rozklekotane auto i ruszyliśmy zwiedzać. Korfu bardzo pozytywnie nas zaskoczyło. Było lepiej niż się spodziewaliśmy. Postanowiłam nieco inaczej podejść do tego posta i zamiast pisać dzień po dniu co robiliśmy, napisać mini-przewodnik, co warto zobaczyć na tej najbardziej włoskiej z greckich wysp. A nóż widelec się komuś przyda. W końcu sezon wakacyjny właśnie się zaczął.  Czytaj dalej →

Przez Osakę do Kioto

torigp

Japonia jak powszechnie wiadomo do najtańszych miejsc nie należy. Nam jednak udało się spędzić tydzień w kraju kwitnącej wiśni i nie zrujnować finansowo. 😉 Jak? Po pierwsze loty. Jak już pisałam bilety do Japonii kupiliśmy w super cenie na rok wcześniej. Do tego zachciało się zobaczyć Kioto. Pociągi drogie, na szczęście mieliśmy mile, których nie zawahaliśmy się użyć. I tak oto odcinki Tokio-Osaka-Tokio pokonaliśmy niemal za darmo linią ANA. Loty to jednak nie wszystko, mieszkać też gdzieś trzeba. O ile ceny hoteli w Tokio były do przeżycia, w Kioto to jakieś kompletne wariactwo. Nie wiem, czy było to związane ze świętami czy zawsze jest taka masakra, ale noclegi w tym mieście były najdroższymi jakie kiedykolwiek widzieliśmy. Taniej było nawet na Hawajach. Po dłuższej analizie, doszliśmy do wniosku, że spać będziemy w Osace (gdzie hotele były o połowę tańsze), a w dzień zwiedzać Kioto. I uwierzcie, to naprawdę nie był zły pomysł.

Everyone knows that Japan is expensive. We however managed to spend a week in the country of the rising sun and not get financially ruined. 😉 How? First the flights. As I already mentioned we bought to Japan in a great price. In addition we wanted to see Kyoto. Trains are expensive, luckily we had miles which we did not hesitate to use. And so the route Tokyo-Osaka-Tokyo was taken almost for free onboard ANA. Flights are not everything, you have to stay somewhere too. While the prices for hotels in Tokyo are OK, in Kyoto are complete crazy. I do not know whether it was associated with the holidays or they are always high but accommodation in this city was the most expensive we have ever seen. It was cheaper even in Hawaii. After a long analysis, we came to the conclusion that we will sleep in Osaka (where the hotels were about half price), and on the day would visit Kyoto. Believe me, that was really a good idea. Czytaj dalej →